1/16/2015

Gry, opowiadanie

Siema, dawno sie nie odzywałem, prawda? Cóż, ostatnio nie było czasu, ale dziś jestem ;P Cóż, miałem dość pracowity tydzień przed samą klasyfikacją półroczną, ale już powinno być ok. Dodatkowo w tym tygodniu było kilka wydarzeń growych, mianowicie:
13/14 (w nocy) styczna rozpoczęła się beta Heroes of the Storm (wciąż nie mam dostępu, czekam już dobry rok, odkąd pojawiły się pierwsze wzmianki z alfy ;c)
15 stycznia (chyba, ewentualnie 14) wyszedł pach do LoL'a z numerem 5.1
13/14(w nocy) pach do Diablo 3 (2.1.2)
No i od dziś przez pełen następny tydzień (czyli do 23 stycznia) w Diablo 3 są dodatkowe bonusy:
Posiadacze gry w wersji na PC, PS4 i Xbox One spotykają Gobliny Skarbników zawsze w parach, zaś ci z wersjami na PS3 i Xbox360 mają +100% premii do znajdywania części zestawów i przedmiotów legendarnych.
No dobra, to taki krótki spisik ważnych dla mnie wydarzeń growych tego tygodnia. Co po za tym u mnie? W sumie po staremu, choć nie tak dobrze jak ostatnimi czasy. Źle się czuję, fizycznie i na duszy. Co do fizycznych, to ma niedobory magnezu i migawki przed oczami, na szczęście wizyta u okulisty za pół miesiąca. Co do mojego stanu duchowego, to czuję się samotny i porzucony, wiem, otacza nie pełno ludzi, dla których jestem kumplem i przyjacielem, czasem czymś więcej, ale nie potrafię sobie tego przetłumaczyć, jestem straszni empiryczny pod względem uczuć między ludzkich, lubię okazywać swoje i jak inni mi okazują ich. Ale większość ludzi nie lubi okazywać tego co czuje, takie to już jest nasze społeczeństwo... Tak się zastanawiam o czym by wam tu jeszcze opowiedzieć i  za bardzo nie mam pomysłów, chcecie jeszcze poczytajke na zakończenie? Mam prolog mojego opowiadania (i w sumie kawałek pierwszego rozdziału) i postanowiłem, że będę go wrzucił tutaj, wiec zaraz dam wam początek nowej historii. Miłego czytania, ja już się z wami żegnam :P Dobranoc :p


___________________
Angel of Vengance
Prolog:

Na dachu jednego z pogrążonych w mroku budynków kucała wyraźnie męska postać. Jego oczy spoglądały beznamiętnie na ulice znajdującego się pod nim Nowego Yorku, było w nich coś osobliwego, coś oprócz ich nienaturalnej barwy lodowatego błękitu, to coś przywodziło na myśl orła lub jastrzębia podczas polowania. Mówią, że Nowy York nigdy nie śpi, że to miasto jest wciąż żywe… mają rację, choć powinni precyzować co znaczy „żywe miasto”.  Mężczyzna wyprostował się i uśmiechnął, w oczy rzucały się jego nieskazitelnie białe, ostre niczym noże zęby. Był wysoki, ale na pewno miał mniej niż dwa metry wzrostu, dobrze zbudowany, nosił skórzany płaszcz sięgający prawie do kolan. Jego oczy spokojnie śledziły pewną kobietę. Ten drapieżnik znalazł już swoją kolejną ofiarę, wiedział co teraz będzie się działo. Rozprostował skrzydła, które znikąd pojawiły się na jego plecach i wzbił się w powietrze. Bezszelestnie mijał kolejne przecznice, nawet w mieście potrafił rozwijać spore prędkości. Złapał ją, gdy skręcała w jeden z ciemniejszych zaułków, wylądował a jego skrzydła rozpłynęły się w cieniu.
- Witaj…- powiedział zimnym, oschłym głosem, który, gdyby nie tamte cechy mógłby należeć do jakiegoś naprawdę wprawnego uwodziciela
Kobieta nawet się nie odwracała, tak jakby wiedziała kto się za nią znalazł, zaczęła uciekać. Drapieżnik uśmiechnął się szeroko, ale był to uśmiech, który nie dociera do oczu. Ruszył on za swą ofiarą, był szybki, ale wiedział, że nie będzie łatwo. Nie domyślał się, jak bardzo się mylił, złamany obcas udaremnił jej próbę ucieczki. Skończył się etap pościgu, ale to jeszcze nie oznaczało zwycięstwa. Poczuła kopnięcie w brzuch, które uniosło ja na kilka centymetrów, po chwili uderzyła plecami w ścianę. Podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała prosto w lufę błyszczącego w srebrnej poświacie księżyca pistoletu. Tuż za nim znajdowała się twarz jej napastnika, twarz przystojna, ale wykrzywiona dziwnym grymasem zwycięstwa połączonego z obrzydzeniem.
- Wiele o tobie słyszałam…- wyszeptała drżącym głosem
- To dobrze, wiesz, czego chcę i jakie są warunki…- powiedział mężczyzna oszczędnie otwierając przy tym usta
Nagle w alejkę weszła blond włosa dziewczyna, była szczupła, średniego wzrostu, ubrana dość zwyczajnie. Nie widziała rozmawiającej dwójki. Zwierzyna wpadła na desperacki pomysł i zaczęła krzyczeć.
- Ratunku! Gwałciciel! Pomocy!
Blondynka ruszyła w jej kierunku, zatrzymała się na chwilę, gdy ujrzała mężczyznę, później zza paska wyjęła pistolet i wycelowała nim w napastnika, powoli ruszył a jego kierunku. Chłopak wydawał się rozdarty, przynajmniej tak wyglądał z punktu widzenia ofiary. Po chwili niespodziewanie się uśmiechnął, i spojrzał na kobietę leżącą pod ścianą.
- Lilian, naprawdę uważasz, że jestem aż tak prostym przeciwnikiem?- zapytał z urazą i pociągnął za spust, ciałem czarnowłosej kobiety wstrząsnęły drgawki, z czoła trysnęła krew- Żegnaj... oby na zawsze…- mruknął czarnowłosy i spojrzał na kobietę, która celowała do niego z pistoletu, uśmiechała się
- Zawsze się nabierają…- wyszeptała całując mężczyznę w policzek- Wracajmy już… Robi się chłodno… Oni mogą nas śledzić, albo przyjść tutaj…- dodała oddając „swój” pistolet czarnowłosemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz