1/25/2015

HotS, próba dostania kluczy

Siemka, dziś tak krótko ode mnie, jest możliwość dostania kluczy na stronie HotsCenter. Jeśli ktoś jest chętny, to zapraszam do skorzystania. Ja osobiście zgłosiłem się tam do dwóch konkursów. Dokładniej to do losowania i do konkursu na opis walki. Co do walki to wybrałem Arthasa i Maltaela, poniżej zamieszczam wam całe opowiadanie. :P


___

Arthas wzdrygnął się nieznacznie, gdy poczuł przeszywając kości nienaturalny chłód. Rozejrzał się po okolicy, wydawało się, że jest sam. Zza żywopłotu wystawała symbol umieszczony na jednej z kapliczek. Nagle trawa za plecami Króla Lisza zaszeleściła. Wojownik odwrócił się gwałtownie z Ostrzem Mrozu skierowanym w stronę, z której dobiegł go ów dźwięk. Spomiędzy traw wyłoniła się odziana w czarną szatę postać dzierżąca w obu dłoniach sierpy. Spod kaptura, który w pełni zakrywał twarz anioła na ułamek sekundy błysnęła błękitna poświata przypominająca oczy. Arthas poprawił uścisk na rękojeści swojego miecza, zmarszczył groźnie brwi.
- Czekałem na nasze spotkanie.... Liszu... - wyszeptał przybysz, jego głos był cichy, ale sprawił, że w człowieku dusza mogłaby zamarznąć
- Cieszę się, Maltaelu, że w końcu się doczekałeś... - odparł Król uśmiechając się wyzywająco- Co teraz zamierzasz zrobić, gdy już stoisz ze mną twarzą w twarz? – zapytał
- Ohhh... Arthasie, chcę ci tylko udowodnić, kto jest tutaj prawdziwym uosobieniem Śmierci... - odparł anioł i w tym momencie jeden z jego sierpów poszybował w stronę wojownika
Ostrze Mrozu odbiło broń przeciwnika, sam Król Liszy przybrał postawę bojową. Maltael machnął jakby od niechcenia swymi energetycznymi skrzydłami i odsunął się nieco, sierp wrócił do jego dłoni niczym bumerang. Rozpoczął się taniec, obaj przeciwnicy zaczęli się okrążać. Spod Hełmu Dominacji wydobywały się małe obłoczki pary za każdym razem, gdy Arthas wydychał powietrze.W pewnym momencie to właśnie były książę Lordaeronu wykonał wypad. Frostmourne zazgrzytał jednak o skrzyżowane sierpy anioła i został zablokowany.  Przez kilka sekund twarze dwóch wrogów były tak blisko siebie, że Arthasowi wydawało się, że widzi zarys twarzy Maltaela. Po chwili obaj od siebie odskoczyli. Anioł Śmierci wykonał ruch dłonią, a na ziemie zstąpiło kilka dusz formując się w przywołane szkielety, które prawie natychmiast ruszyły na przeciwnika swego pana. Arthas nie pozostał dłużny, po chwili u jego boku stało kilka ghuli, które starły się z przywołańcami anioła. Król Lisz ruszył na ich czele, dwoma cięciami zniszczył stojącego na jego drodze szkieleta i znów zaatakował były Aspekt Mądrości. Ostrze Mrozu i sierpy Śmierci znów się ze sobą starły, ale tym razem Maltael zareagował za wolno, na jego naramienniku pojawiła się głęboka rysa po cięciu młodego księcia. Wojownik skupił się przelewając energie do swego miecza, kosy przeciwnika zaczęły pokrywać się stopniowo najpierw szronem, a później lodem. Anioł nie mógł na to pozwolić, przyzwał duszę, która w formie na wpół zmaterializowanej czaszki uderzyła z pełnym impetem w tors Króla Lisza. Siłą uderzenia była na tyle duża, że Ojcobójca został odrzucony na dobrych kilka metrów. Wylądował z jednym kolanem opartym na ziemi. Lewą dłonią trzymał się za pierś, w prawej wciąż jednak dzierżył miecz. Spojrzał na swego wroga. Śmierć sunęła ku niemu majestatycznie,  niemal bezszelestnie. Gdy znalazła się w odległości trzech metrów  powietrze wypełnił smoczy ryk. Arthas uśmiechnął się.
- Sindragosa jak zwykle pojawia się we właściwym momencie... - wyszeptał gdy anioła spowił lodowy oddech smoka
To nie wystarczyło by zabić, ani nawet na długo uwięzić przeciwnika, ale pozwoliło Arthasowi podnieść się i wyssać siły życiowe z najbliższego ghula. Tym razem to Maltael zaatakował, widać w końcu władcy Northrend udało się wyzwolić gniew w jego przeciwniku. Po kilku pełnych furii ciosach oba sierpy zatrzymały się na ułożonym poprzecznie Ostrzu Mrozu. Arthas podbił je do góry odsłaniając tors przeciwnika. W ułamku sekundy, ciężki, okuty stalą but uderzył w klatkę piersiową anioła. Trafiony niebianin upadł na ziemię. Arthas ruszył biegiem by przebić przeciwnika. Gdy jego ostrze miało już wbić sie w ciało pokonanego ten zniknął. Frostmourne zagłębił się na kilka centymetrów w ziemię. Król Lisz rozejrzał się w poszukiwaniu swojego przeciwnika.  Anioł pojawił się za plecami swego wroga i wbił sierpy w okolice naramienników. Arthas skrzywił się z bólu, czuł jak ciepła krew zaczęła wypływać z ran. Puścił ostrze swojego miecza, które wciąż było wbite w ziemię i złapał archanioła za przedramiona. Z łatwością przerzucił go nad sobą i uderzył jego plecami o ziemię. Król Licz wyrwał oba sierpy ze swojej klatki i z ich pomocą przybił anioła do podłoża. Zwycięzca zacisnął dłonie na rękojeści Ostrza Mrozu i uniósł je nad głowę. Opadając zagrało ostatnia melodię dla tego, który nosił miano Anioła Śmierci. Po chwili Arthas napawał się widokiem rozpadającego się ciała przeciwnika. Czuł jak jego ostrze więzi kolejną, tym razem, naprawdę potężną duszę.
- Jednak to ja jestem wysłannikiem Śmierci, szalony aniele... - rzucił jeszcze i odwrócił się na pięcie, jego peleryna zawiała na wietrze.

1/20/2015

O komputerze i znów opowiadanie :P

Siemka, ostatnio byłem odcięty od kompa i najadłem się sporo strachu. Mój procesor łapał po 85stopni i nic nie mogło mu pomóc (wymiana pasy, czyszczenie radiatora itd.). Po za tym, ta temperatura jest bardzo dziwna, bo mimo wahań procesor nie przekracza owych 85 stopni, co pozwala mi sądzić, że ma tak od dłuższego czasu i to jest chyba dla niego normalne (jakoś wcześniej się tym nie przejmowałem i nie sprawdzałem jego temperatury). Dziś odpaliłem dla sprawdzenia Diablo 3, zużycie się zwiększyło, temperatura nie. Wydaje mi się, że mogę być o mojego staruszka spokojny. Mam nadzieję, że posłuży mi dopóki nie uzbieram i nie kupię nowego. Wyszło krótko, ale dziś chciałem napisać tylko o tym, dla równowagi wrzucam długi (jak na moją twórczosć) rozdział opowiadania ;P


_____
Angel of Vengance
Rozdział I:
Ta historia zaczęła się bardzo dawno, ale etap, który chcę wam pokazać miał swój początek jakieś 10 lat temu. Khanar, a tak naprawdę Wilhelm Biergsan był młodym najemnikiem, poszukiwaczem i zabójcą do wynajęcia. W jednym z ciemnych zaułków Londynu prowadził on nawet swoje biuro. To tam pewnego dnia zawitał człowiek, który przedstawił się jako Querens Petestas. To wręcz oczywiste, że nie było to prawdziwe imię owego osobnika, ale w pracy najemnika dane personalne zleceniodawcy nie mają znaczenia. Co do samego zadania, wydawało się na pozór proste, odnaleźć w Ameryce, w stanie Kolorado posiadłość rodziny Providentis, w której miał być ukryty pewien kielich. To on był głównym przedmiotem zlecenia. Wilhelm nie zastanawiał się, ostatnimi czasy było krucho z kasą, a Querens proponował za to pół miliona dolarów. Kusząca suma, jak za tak pozornie proste zadanie. Zbyt kusząca, zaproponować ją mógł tylko ktoś kto nie zna rynku, albo to zadanie miało jakiś haczyk. Petestas nie wyglądał na kogoś kto jest nowy na rynku. Zostawała druga opcja, ale wtedy Biergsan nie myślał o niej, był zbyt pewny swoich umiejętności.  Co do samej wizyty w Stanach, wszystko potoczyło się nie tak jak powinno. Khanar przybył do małego miasteczka u podnóża jednej z gór, było gorąco, jak zwykle o tej porze roku. Szybko namierzył posiadłość, której szukał. Stary, marmurowy dom znajdował się mniej-więcej w połowie wysokości góry, w odosobnieniu od innych. Z pozoru wyglądał jak wszystkie opuszczone domy XVIII wiecznych bogaczy z tradycjami. Pierwszym co rzucało się w oczy był napis nad drzwiami: Nil sine numine, czyli „Nic bez opatrzności Bożej”. Mogłoby się to wydać dziwne, gdyby nie fakt, że jest to dewiza całego stanu. Posiadłość przez okolicznych mieszkańców była uważana za przeklętą, Wilhelm uśmiechnął się do wspomnień strachu w ich głosie.
- Zabobonni słabeusze…- szepnął sam do siebie przekraczając próg domostwa
Wewnątrz było pełno kurzu i spróchniałych mebli, część już nawet sama z siebie zmieniła się w wióry. Na pierwszy rzut oka widać było, że rodzina, która budowała ten dom była głęboko wierząca. Świadczyć mogą o tym chociażby płaskorzeźby przepełnione religijną symboliką. Najemnik przeszukał prawie cały budynek i nigdzie nie znalazł chociażby śladu po obecności kielicha. Wściekły uderzył pięścią w ścianę, w odpowiedzi usłyszał puste echo. Ze zdziwieniem przyjrzał się miejscu, w którym przed chwilą była jego pięść. Zaczął je opukiwać. Z tego co wywnioskował z odgłosów, po drugiej stronie ściany były schody prowadzące z pierwszego piętra do pomieszczeń ukrytych pod parterem we wnętrzu góry. Uśmiechnął się. Wielu poszukiwaczy zaczęło by teraz szukać przełącznika, Khanar jednak należał do prostych ludzi. Wyją swoje dwa pistolety, włożył do nich magazynki ze wzmacnianą amunicją i oddał po 6 strzałów w stronę ściany. Resztę skończył kopnięciami nóg obutych w ciężkie, wojskowe buty. Po chwili wszedł na schody. Jego czarne niczym krucze pióro włosy stały się szare od sypiącego się ze ścian tynku. Strzepał biały proch z płaszcza i ruszył w dół. Początkowo źródłem światła była dziura w ścianie, ale im najemnik schodził głębiej, tym znajdował się w większych ciemnościach. W pewnym momencie otarł się ramieniem o zawieszoną przy ścianie pochodnię. Uśmiechnął się, z kieszeni wyjął srebrną zapalniczkę na benzynę i z jej pomocą odpalił nasączoną w łatwopalnej cieczy szmatę. Wziął drewnianą część pochodni do ręki i zaczął schodzić głębiej. Było coraz chłodniej, po pewnym czasie schody się skończyły, a nasz bohater znalazł się w korytarzu, ten jednak wciąż schodził w dół i zagłębiał się do wnętrza góry. Gdy dotarł do przestrzennej komnaty nie pamiętał ile mu to zajęło, czas w podziemiach był jakby zawieszony, gdy spojrzał na zegarek, ten pokazywał grubo po ósmej po południu, ale poszukiwacz nie mógł sobie przypomnieć o której zaczął schodzić. Co do komnaty w której się znalazł, była dość spora, prostokątna z wejściami przy krótszych bokach. Podłoga w końcu przestała opadać. Na ścianach znajdywała się jakaś zapisana po łacinie historia. Wilhelm zagłębił się w lekturę.

W czasie krucjat, nasi przodkowie odnaleźli trzy kielichy. Szukali oni, jak wielu przed nimi i po nich, Świętego Grala. To co jednak znaleźli w starej krypcie przekraczało ich najśmielsze oczekiwania. Przed wejściem do krypty znajdowała się komnata taka jak ta, na jej ścianach była zapisana przedwieczna historia. Głosiła ona, że wczasach gdy konflikt Aniołów i Demonów był wciąż świerzy, a ludzie byli zbyt słabi by cokolwiek w nim znaczyć nieliczni z przedstawicieli obu zwaśnionych ras postanowili odłączyć się od bitew i pomóc swym młodszym braciom w stworzeniu. Gdy ci uczyli ludzi wśród wielu aniołów i demonów zaiskrzyły uczucia. Z ich związków zaczęły rodzić się dzieci, Nefalemowie, których potęga była niewyobrażalna.Cóż, nasi przodkowie uważali, że to właśnie Nefalemów czczono jako bogów w Gracji, Egipcie czy nawet w kulturze Nordów i Azteków. Ale powróćmy do opowieści zawartej na ścianach. Początkowo wszystko się układało, ale niektórzy z dowódców Niebian i Piekieł ujrzeli potencjał hybryd zrodzonych ze swych braci, jak i to, że nawet zwykli ludzie, gdyby dać im odpowiednią wiedze, mogą stanowić dla nich ogromne zagrożenie. Postanowili oni więc zaatakować Ziemię. Do obrony ludzi wystąpili ich opiekunowie i ich dzieci. Bitwy, które się wtedy toczyły były naprawdę krwawe, w ostatecznym rozrachunku jednak nieprzyjazne ludzkości wojska zostały odparte. Wśród poległych po stronie obrońców ziemi znalazła się pewna trójka o nadzwyczajnej mocy. Markus- Anioł Nauki, Anerria- Pierwsza z narodzonych Nefalemów i Erchon- Demon Kłamstwa. Właściwie co do Markusa i Anerrii była pewność, że do końca bronili ludzkości, ale ciała tego pierwszego i Erchona znaleziono bardzo blisko siebie, wyglądało to tak, jakby zabili się nawzajem. Czyżby Demon Kłamstw zdradził? Nie jest nam dane wiedzieć. Wedy to pojawił się Immiiris, Anioł Przeznaczenia. Powiedział on, że należy zebrać krew tej trójki do złotych kielichów i je ukryć. Że jest to niezbędne, by ziemia mogła obronić się jeszcze raz, gdy nadejdzie na to czas. Przepowiednia mówiła też o trzech wojownikach, którzy w odpowiednim czasie odnajdą kielichy i zabiorą je do swej ojczyzny, a ich potomkowie powędrują dalej na zachód. To właśnie my nimi byliśmy. Przywieźliśmy kielichy tutaj, by teraz trafiły w twoje ręce, jeśli to odnalazłeś, znaczy że nadszedł czas przeznaczenia. Strzeż się i pamiętaj, że z wielką potęgą kroczy wielka odpowiedzialność.

Biergsan skończył czytać, był oszołomiony, że ludzie mogą wierzyć w takie bajki. Podszedł do kamiennych drzwi naprzeciw przejścia, którym przyszedł. Wywarzenie ich było sporym wyzwaniem, ale ostatecznie mu się to udało. Wszedł do oświetlonej komnaty, to było dziwne, bo nie było prądu, po chwili jednak zrozumiał, drzwi były połączone z zapadnią, której uruchomienie skrzesało iskry do koryt wypełnionych oliwą i rozmieszczonych w strategicznych miejscach. Na podłodze były trzy kręgi z dziwnymi symbolami. Jeden przedstawiał skrzydlaty zwój, drugi różę w płomieniu, a trzeci rogatego węża. Wilhelm kucnął przy ostatnim z symboli i nagle usłyszał, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Odwrócił się, a gdy spojrzał na Querens’a zrozumiał. Sekundę później usłyszał strzał i poczuł rozrywający ból w klatce piersiowej. Upadł. Jego krew powoli zaczęła wypełniać koryta wokół znaku rogatego węża, słyszał cicho przeskakujące zapadki. Były zleceniodawca się zaśmiał.
- Jesteś taki naiwny…- powiedział- Jedynym czego potrzebowałem była twoja krew, która pozwoli mi dobrać się do kielichu z krwią Erchona.
- Dla… dlaczego ja?- zapytał resztkami sił Khanar
- Nie musisz wiedzieć… przecież i tak już jesteś martwy…- powiedział Petestas i zaśmiał się triumfalnie bo w tym momencie za głową najemnika wysunął się piedestał z kielichem. Mężczyzna odrzucił pistolet i wręcz podbiegł do kielicha, wziął go w obie dłonie i ruszył do wyjścia.
- Żegnaj…- rzucił przez ramię
Khanar czuł jak uchodzi z niego życie, świat przed oczyma zaczął mu znikać w mroku. Nie mógł się jednak poddać, chciał się zemścić, zemścić na głupim oszuście, który wierzył, że wypicie krwi demona da mu wieczne życie i był w sanie za to zdradzić… W tym momencie go olśniło, wyczerpany podczołgał się do drugiego kręgu, tego, na którym był symbol róży. Znów słyszał jak zamki w nim ukryte zaczynają się uruchamiać. Po chwili nad jego głową wyłonił się piedestał z kielichem. Ranny mężczyzna podciągnął się i klęcząc, wsparty łokciami na piedestale wziął kielich. Zaczął z niego łapczywie pić. Krew była o dziwo ciepła i słodka, przyjemna w smaku, kojąca. Gdy jednak opróżnił kielich w ustach poczuł gorycz, a jego ciało przeszedł jeszcze potężniejszy ból. Zaśmiał się jeszcze ze swojej głupoty i zamknął oczy. Myślał, że nadszedł jego kres.


___
Ach ta dramatyczna końcówka ;P Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że się podobało :P

1/16/2015

Gry, opowiadanie

Siema, dawno sie nie odzywałem, prawda? Cóż, ostatnio nie było czasu, ale dziś jestem ;P Cóż, miałem dość pracowity tydzień przed samą klasyfikacją półroczną, ale już powinno być ok. Dodatkowo w tym tygodniu było kilka wydarzeń growych, mianowicie:
13/14 (w nocy) styczna rozpoczęła się beta Heroes of the Storm (wciąż nie mam dostępu, czekam już dobry rok, odkąd pojawiły się pierwsze wzmianki z alfy ;c)
15 stycznia (chyba, ewentualnie 14) wyszedł pach do LoL'a z numerem 5.1
13/14(w nocy) pach do Diablo 3 (2.1.2)
No i od dziś przez pełen następny tydzień (czyli do 23 stycznia) w Diablo 3 są dodatkowe bonusy:
Posiadacze gry w wersji na PC, PS4 i Xbox One spotykają Gobliny Skarbników zawsze w parach, zaś ci z wersjami na PS3 i Xbox360 mają +100% premii do znajdywania części zestawów i przedmiotów legendarnych.
No dobra, to taki krótki spisik ważnych dla mnie wydarzeń growych tego tygodnia. Co po za tym u mnie? W sumie po staremu, choć nie tak dobrze jak ostatnimi czasy. Źle się czuję, fizycznie i na duszy. Co do fizycznych, to ma niedobory magnezu i migawki przed oczami, na szczęście wizyta u okulisty za pół miesiąca. Co do mojego stanu duchowego, to czuję się samotny i porzucony, wiem, otacza nie pełno ludzi, dla których jestem kumplem i przyjacielem, czasem czymś więcej, ale nie potrafię sobie tego przetłumaczyć, jestem straszni empiryczny pod względem uczuć między ludzkich, lubię okazywać swoje i jak inni mi okazują ich. Ale większość ludzi nie lubi okazywać tego co czuje, takie to już jest nasze społeczeństwo... Tak się zastanawiam o czym by wam tu jeszcze opowiedzieć i  za bardzo nie mam pomysłów, chcecie jeszcze poczytajke na zakończenie? Mam prolog mojego opowiadania (i w sumie kawałek pierwszego rozdziału) i postanowiłem, że będę go wrzucił tutaj, wiec zaraz dam wam początek nowej historii. Miłego czytania, ja już się z wami żegnam :P Dobranoc :p


___________________
Angel of Vengance
Prolog:

Na dachu jednego z pogrążonych w mroku budynków kucała wyraźnie męska postać. Jego oczy spoglądały beznamiętnie na ulice znajdującego się pod nim Nowego Yorku, było w nich coś osobliwego, coś oprócz ich nienaturalnej barwy lodowatego błękitu, to coś przywodziło na myśl orła lub jastrzębia podczas polowania. Mówią, że Nowy York nigdy nie śpi, że to miasto jest wciąż żywe… mają rację, choć powinni precyzować co znaczy „żywe miasto”.  Mężczyzna wyprostował się i uśmiechnął, w oczy rzucały się jego nieskazitelnie białe, ostre niczym noże zęby. Był wysoki, ale na pewno miał mniej niż dwa metry wzrostu, dobrze zbudowany, nosił skórzany płaszcz sięgający prawie do kolan. Jego oczy spokojnie śledziły pewną kobietę. Ten drapieżnik znalazł już swoją kolejną ofiarę, wiedział co teraz będzie się działo. Rozprostował skrzydła, które znikąd pojawiły się na jego plecach i wzbił się w powietrze. Bezszelestnie mijał kolejne przecznice, nawet w mieście potrafił rozwijać spore prędkości. Złapał ją, gdy skręcała w jeden z ciemniejszych zaułków, wylądował a jego skrzydła rozpłynęły się w cieniu.
- Witaj…- powiedział zimnym, oschłym głosem, który, gdyby nie tamte cechy mógłby należeć do jakiegoś naprawdę wprawnego uwodziciela
Kobieta nawet się nie odwracała, tak jakby wiedziała kto się za nią znalazł, zaczęła uciekać. Drapieżnik uśmiechnął się szeroko, ale był to uśmiech, który nie dociera do oczu. Ruszył on za swą ofiarą, był szybki, ale wiedział, że nie będzie łatwo. Nie domyślał się, jak bardzo się mylił, złamany obcas udaremnił jej próbę ucieczki. Skończył się etap pościgu, ale to jeszcze nie oznaczało zwycięstwa. Poczuła kopnięcie w brzuch, które uniosło ja na kilka centymetrów, po chwili uderzyła plecami w ścianę. Podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała prosto w lufę błyszczącego w srebrnej poświacie księżyca pistoletu. Tuż za nim znajdowała się twarz jej napastnika, twarz przystojna, ale wykrzywiona dziwnym grymasem zwycięstwa połączonego z obrzydzeniem.
- Wiele o tobie słyszałam…- wyszeptała drżącym głosem
- To dobrze, wiesz, czego chcę i jakie są warunki…- powiedział mężczyzna oszczędnie otwierając przy tym usta
Nagle w alejkę weszła blond włosa dziewczyna, była szczupła, średniego wzrostu, ubrana dość zwyczajnie. Nie widziała rozmawiającej dwójki. Zwierzyna wpadła na desperacki pomysł i zaczęła krzyczeć.
- Ratunku! Gwałciciel! Pomocy!
Blondynka ruszyła w jej kierunku, zatrzymała się na chwilę, gdy ujrzała mężczyznę, później zza paska wyjęła pistolet i wycelowała nim w napastnika, powoli ruszył a jego kierunku. Chłopak wydawał się rozdarty, przynajmniej tak wyglądał z punktu widzenia ofiary. Po chwili niespodziewanie się uśmiechnął, i spojrzał na kobietę leżącą pod ścianą.
- Lilian, naprawdę uważasz, że jestem aż tak prostym przeciwnikiem?- zapytał z urazą i pociągnął za spust, ciałem czarnowłosej kobiety wstrząsnęły drgawki, z czoła trysnęła krew- Żegnaj... oby na zawsze…- mruknął czarnowłosy i spojrzał na kobietę, która celowała do niego z pistoletu, uśmiechała się
- Zawsze się nabierają…- wyszeptała całując mężczyznę w policzek- Wracajmy już… Robi się chłodno… Oni mogą nas śledzić, albo przyjść tutaj…- dodała oddając „swój” pistolet czarnowłosemu.

1/09/2015

Na luzie, brak pomysłów na tytuł

Hej wam, lecząc nudę postanowiłem wpisać posta. Wszystko jest lepsze od robienia sprawozdania, prawda? Właściwie, to nie wiem o czym chcę pogadać, miałem ciężki dzień i wgl, jestem padnięty i nic mi się nie chce, ale jednocześnie mam ochotę coś porobić. Wiem, jestem dziwny, cóż poradzę? Hehe, wiecie jak to jest znać jakąś piosenkę, ale zrozumieć ją dopiero za którymś razem? Ja właśnie cos takiego przeżyłem i z tego miejsca chciałbym zadedykować utwór Judas Priest- "Locked In" najwspanialszej dziewczynie jaką w życiu poznałem, tej, która ma klucz do mojego serca, tak, Olcia, chodzi o ciebie ;* Wiem, że to czytasz ;P Nie musisz słuchać, kawałek jest chyba zbyt ostry dla ciebie, ale zobacz sobie tekst :* Czasami mam wrażenie, że nie pochodzę z dzisiejszych czasów/ Przez zachowanie, to co lubię i to czego pragnę. Czasami mam wrażenie, że w poprzednich wcieleniach byłem jakimś wojownikiem, piratem, kowalem... kocham rzeczy, których nawet nie znam, wiem jak to jest czuć morską bryzę, mimo, że nie widziałem na oczy morza, no i jestem staroświecki, honorowy i zachowuję się jak dżentelmen. A później idę na zajęcia, znów dostaję do łap jakiś sprzęt elektryczno-informatyczny i jaram się jak małe dziecko w sklepie z zabawkami, uczę się tego co również jest we mnie. Czyżbym realizował kolejne powołanie pamiętając o tych z poprzednich wcieleń? A może jestem idiotą, który wierzy, że coś takiego w ogóle jest możliwe? Nie wiem, ale wiem, że muszę żyć, wstawać każdego dnia, tęsknić, cierpieć, śmiać się, pracować i odpoczywać. To także część mojego życia. Wiecie, chociaż czasami zachowuję się jakbym chciał uciec na pustelnię, to potrzebują ludzi w okół siebie. Jestem osobą bardzo wrażliwą (ilu facetów by sie wam do tego przyznało?) która potrzebuje wyrażać uczucia. Jakbym jeszcze miał jak to robić. Często pomagam ludziom, rozwiązuję ich problemy, pocieszam gdy tego potrzebują, dolewam oliwy do ich zapału, nakręcam ich, pomagam spełniać marzenia, itd. I wiecie co, ja bardzo rzadko uciekam ze swoimi problemami do innych ludzi, nie dlatego, że uważam, że świetnie sobie z nimi poradzę, ale dlatego że boję się. Tak, boję się, dokładniej dwóch, no morze trzech rzeczy. Po pierwsze, że będę im akurat przeszkadzał. Po drugie odrzucenia i wyśmiania. A po trzecie, że problem okaże się tak błahostkowy, że będzie mi wstyd, bo nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Znów zaczynam płynąć, to dobrze, prawda? Zresztą, i tak mi pewnie nikt nie odpowie ;P Chciałem wam dzisiaj wrzucić zdjęcie, ale mam w telefonie tak zjebany aparat, że nic z niego nie wyszło, przepraszam. Na pocieszenie dorzucę jeden ze starszych wierszy i kończę ;p

Bicie jego serca jak kroki demona.
Zew piekieł w jego duszy wyrył znamionama.
On nie jest staruszkiem w podeszłym wieku...
STRZEŻ SIĘ DIABŁA CZŁOWIEKU!
Ostrza zamiast dłoni, kamień zamiast serca
Tak wygląda Piekielny Morderca.
Płomień z pyska, iskry z oczu
W spodniach już masz pełno moczu.
Kroczy w twą stronę Śmierć
w piekielnym wydaniu
Za tobą ledwie życia ćwierć
A on już ci mówi o konaniu
Stajesz się kukłą, marionetką w jego rękach
Jesteś bezsilny, wijesz sie w udrękach
I wszystko kończy jeden ruch
Teraz jesteś trup 


Musiał przejść małe modyfikacje i zostać dokończonym, ale proszę ;P

1/08/2015

Początek, coś o nazwie itp.

Cześć wam, jestem Szczepan, albo jak kto woli Khanar/Gepan, zależy, skąd mnie znacie. Jeśli jednak mnie nie znasz, możesz zapamiętać imię, ale wolę pozostać Khanarem :p No dobra, skoro wyjaśniliśmy sobie kim jestem, to przejdźmy dalej. Jest to mój pierwszy blog, który poświęcam sobie. Pozostałe były różne, ciekawe i nie, ale po prostu albo nie mam tematu, albo chęci. Mam nadzieję, że z tym będzie inaczej. Dobra, przejdźmy dalej, co my u mamy... a tak, nazwa. Mhoczna, prawda? Hehehe Taka ma być, dlatego że tak nazywam swoją duchową samotnię. Tak, nazwa pochodzi od pewnego stanu emocjonalnego, lub jak kto woli, części duszy. Ten stan jest jednym z moich ulubionych, mam go wtedy, gdy siadam w zimowy wieczór przed komputerem, ze słuchawkami na uszach (playlista po prawej), kubkiem herbaty (wolałbym cappuccino, ale mam i tak problemy z zasypaniem) i szkicownikiem. Zamykam oczy i uwalniam myśli, które po chwili formują się w obraz ostrza. Otwieram oczy i zaczynam projektować. Cóż, tu bym wspomniało moim "talencie" graficznym. Potrafię dwie rzeczy, "zgapiać" grafiki z internetu i tworzyć ostrza (czasem zbroje). Odnośnie tych zdolności mam pewne marzenie, chciałbym zostać cosplayerem. Tak, to pewnie brzmi głupio z ust 16 latka, przyszłego technika informatyka i (miejmy nadzieję) głowy rodziny. Ale cóż poradzę? Zawsze mnie to kręci, to, aktorstwo i kowalstwo. W sumie to cosplay jest najlepszy, bo poczęści mogę grać lubianą postać, a i będę tworzył jej strój. Właśnie, co do kolejnych marzeń, faceci chcą mieć w garażu ferrari, gdy się dorobią, Ja chciałbym postawić kuźnię z prawdziwego zdarzenia. Kojarzycie serię Man At Arms? Jeśli nie, to na dole będzie link do kanału :P Ci kolesie są super. Uwielbiam ich i to co robią, swoją drogą to nie tylko ich pasja ale i źródło utrzymania. To dopiero zajebioza. Szkoda, że w Polsce nie przejdzie... a jeśli nawet, to trzeba być naprawdę kurewsko w tym dobrym. Na starość mam nadzieję, że uda mi się przynajmniej przez chwilę w coś takiego się pobawić, chcę spróbować zanim umrę, bo od zawsze mnie to jara. Myślę, że na dziś wystarczy, mimo, że płynnie mi się skacze po tematach, ale przecież nie będę zawierał całego siebie w jednym poście. Tak jeszcze dla ścisłości, czego możecie sie tu spodziewać? Będę próbował wyrażać siebie, wrzucać szkice (broni i projekty cosplayów), wiersze, przemyślenia, ciekawe kanały na yt, muzykę... wiele rzeczy ;P

Kufle w dłoń i wypijcie swoje zdrowie, niech życie przynosi wam tylko najlepszy miód i najdroższe kamienie :P

Doobra, już naprawdę kończę, chcę jeszcze wrzucić dwie rzeczy:

1. Staronordycki poemat (tłumaczenie)

Tyr jest gwiazdą przewodnią;
dobrze jest wiernym być władcy;
świeci w ciemności nawet w mgle
nocnej i nigdy nie zawodzi.

Nie moje, wygrzebałem w internetach, ale uważam Tyra za swego nordyckiego patrona i mi się podoba to cuś ;P

2. Linki na yt :)

AWE me (Man At Arms):  http://www.youtube.com/user/AweMeChannel/featured - w końcu obiecałem, prawda?

Sandersik: http://www.youtube.com/channel/UCvzDbhP6plZBNdKSOvpzorA - znajoma, często można mnie tam usłyszeć  i wgl. ;P Polecam ją ;3