1/20/2015

O komputerze i znów opowiadanie :P

Siemka, ostatnio byłem odcięty od kompa i najadłem się sporo strachu. Mój procesor łapał po 85stopni i nic nie mogło mu pomóc (wymiana pasy, czyszczenie radiatora itd.). Po za tym, ta temperatura jest bardzo dziwna, bo mimo wahań procesor nie przekracza owych 85 stopni, co pozwala mi sądzić, że ma tak od dłuższego czasu i to jest chyba dla niego normalne (jakoś wcześniej się tym nie przejmowałem i nie sprawdzałem jego temperatury). Dziś odpaliłem dla sprawdzenia Diablo 3, zużycie się zwiększyło, temperatura nie. Wydaje mi się, że mogę być o mojego staruszka spokojny. Mam nadzieję, że posłuży mi dopóki nie uzbieram i nie kupię nowego. Wyszło krótko, ale dziś chciałem napisać tylko o tym, dla równowagi wrzucam długi (jak na moją twórczosć) rozdział opowiadania ;P


_____
Angel of Vengance
Rozdział I:
Ta historia zaczęła się bardzo dawno, ale etap, który chcę wam pokazać miał swój początek jakieś 10 lat temu. Khanar, a tak naprawdę Wilhelm Biergsan był młodym najemnikiem, poszukiwaczem i zabójcą do wynajęcia. W jednym z ciemnych zaułków Londynu prowadził on nawet swoje biuro. To tam pewnego dnia zawitał człowiek, który przedstawił się jako Querens Petestas. To wręcz oczywiste, że nie było to prawdziwe imię owego osobnika, ale w pracy najemnika dane personalne zleceniodawcy nie mają znaczenia. Co do samego zadania, wydawało się na pozór proste, odnaleźć w Ameryce, w stanie Kolorado posiadłość rodziny Providentis, w której miał być ukryty pewien kielich. To on był głównym przedmiotem zlecenia. Wilhelm nie zastanawiał się, ostatnimi czasy było krucho z kasą, a Querens proponował za to pół miliona dolarów. Kusząca suma, jak za tak pozornie proste zadanie. Zbyt kusząca, zaproponować ją mógł tylko ktoś kto nie zna rynku, albo to zadanie miało jakiś haczyk. Petestas nie wyglądał na kogoś kto jest nowy na rynku. Zostawała druga opcja, ale wtedy Biergsan nie myślał o niej, był zbyt pewny swoich umiejętności.  Co do samej wizyty w Stanach, wszystko potoczyło się nie tak jak powinno. Khanar przybył do małego miasteczka u podnóża jednej z gór, było gorąco, jak zwykle o tej porze roku. Szybko namierzył posiadłość, której szukał. Stary, marmurowy dom znajdował się mniej-więcej w połowie wysokości góry, w odosobnieniu od innych. Z pozoru wyglądał jak wszystkie opuszczone domy XVIII wiecznych bogaczy z tradycjami. Pierwszym co rzucało się w oczy był napis nad drzwiami: Nil sine numine, czyli „Nic bez opatrzności Bożej”. Mogłoby się to wydać dziwne, gdyby nie fakt, że jest to dewiza całego stanu. Posiadłość przez okolicznych mieszkańców była uważana za przeklętą, Wilhelm uśmiechnął się do wspomnień strachu w ich głosie.
- Zabobonni słabeusze…- szepnął sam do siebie przekraczając próg domostwa
Wewnątrz było pełno kurzu i spróchniałych mebli, część już nawet sama z siebie zmieniła się w wióry. Na pierwszy rzut oka widać było, że rodzina, która budowała ten dom była głęboko wierząca. Świadczyć mogą o tym chociażby płaskorzeźby przepełnione religijną symboliką. Najemnik przeszukał prawie cały budynek i nigdzie nie znalazł chociażby śladu po obecności kielicha. Wściekły uderzył pięścią w ścianę, w odpowiedzi usłyszał puste echo. Ze zdziwieniem przyjrzał się miejscu, w którym przed chwilą była jego pięść. Zaczął je opukiwać. Z tego co wywnioskował z odgłosów, po drugiej stronie ściany były schody prowadzące z pierwszego piętra do pomieszczeń ukrytych pod parterem we wnętrzu góry. Uśmiechnął się. Wielu poszukiwaczy zaczęło by teraz szukać przełącznika, Khanar jednak należał do prostych ludzi. Wyją swoje dwa pistolety, włożył do nich magazynki ze wzmacnianą amunicją i oddał po 6 strzałów w stronę ściany. Resztę skończył kopnięciami nóg obutych w ciężkie, wojskowe buty. Po chwili wszedł na schody. Jego czarne niczym krucze pióro włosy stały się szare od sypiącego się ze ścian tynku. Strzepał biały proch z płaszcza i ruszył w dół. Początkowo źródłem światła była dziura w ścianie, ale im najemnik schodził głębiej, tym znajdował się w większych ciemnościach. W pewnym momencie otarł się ramieniem o zawieszoną przy ścianie pochodnię. Uśmiechnął się, z kieszeni wyjął srebrną zapalniczkę na benzynę i z jej pomocą odpalił nasączoną w łatwopalnej cieczy szmatę. Wziął drewnianą część pochodni do ręki i zaczął schodzić głębiej. Było coraz chłodniej, po pewnym czasie schody się skończyły, a nasz bohater znalazł się w korytarzu, ten jednak wciąż schodził w dół i zagłębiał się do wnętrza góry. Gdy dotarł do przestrzennej komnaty nie pamiętał ile mu to zajęło, czas w podziemiach był jakby zawieszony, gdy spojrzał na zegarek, ten pokazywał grubo po ósmej po południu, ale poszukiwacz nie mógł sobie przypomnieć o której zaczął schodzić. Co do komnaty w której się znalazł, była dość spora, prostokątna z wejściami przy krótszych bokach. Podłoga w końcu przestała opadać. Na ścianach znajdywała się jakaś zapisana po łacinie historia. Wilhelm zagłębił się w lekturę.

W czasie krucjat, nasi przodkowie odnaleźli trzy kielichy. Szukali oni, jak wielu przed nimi i po nich, Świętego Grala. To co jednak znaleźli w starej krypcie przekraczało ich najśmielsze oczekiwania. Przed wejściem do krypty znajdowała się komnata taka jak ta, na jej ścianach była zapisana przedwieczna historia. Głosiła ona, że wczasach gdy konflikt Aniołów i Demonów był wciąż świerzy, a ludzie byli zbyt słabi by cokolwiek w nim znaczyć nieliczni z przedstawicieli obu zwaśnionych ras postanowili odłączyć się od bitew i pomóc swym młodszym braciom w stworzeniu. Gdy ci uczyli ludzi wśród wielu aniołów i demonów zaiskrzyły uczucia. Z ich związków zaczęły rodzić się dzieci, Nefalemowie, których potęga była niewyobrażalna.Cóż, nasi przodkowie uważali, że to właśnie Nefalemów czczono jako bogów w Gracji, Egipcie czy nawet w kulturze Nordów i Azteków. Ale powróćmy do opowieści zawartej na ścianach. Początkowo wszystko się układało, ale niektórzy z dowódców Niebian i Piekieł ujrzeli potencjał hybryd zrodzonych ze swych braci, jak i to, że nawet zwykli ludzie, gdyby dać im odpowiednią wiedze, mogą stanowić dla nich ogromne zagrożenie. Postanowili oni więc zaatakować Ziemię. Do obrony ludzi wystąpili ich opiekunowie i ich dzieci. Bitwy, które się wtedy toczyły były naprawdę krwawe, w ostatecznym rozrachunku jednak nieprzyjazne ludzkości wojska zostały odparte. Wśród poległych po stronie obrońców ziemi znalazła się pewna trójka o nadzwyczajnej mocy. Markus- Anioł Nauki, Anerria- Pierwsza z narodzonych Nefalemów i Erchon- Demon Kłamstwa. Właściwie co do Markusa i Anerrii była pewność, że do końca bronili ludzkości, ale ciała tego pierwszego i Erchona znaleziono bardzo blisko siebie, wyglądało to tak, jakby zabili się nawzajem. Czyżby Demon Kłamstw zdradził? Nie jest nam dane wiedzieć. Wedy to pojawił się Immiiris, Anioł Przeznaczenia. Powiedział on, że należy zebrać krew tej trójki do złotych kielichów i je ukryć. Że jest to niezbędne, by ziemia mogła obronić się jeszcze raz, gdy nadejdzie na to czas. Przepowiednia mówiła też o trzech wojownikach, którzy w odpowiednim czasie odnajdą kielichy i zabiorą je do swej ojczyzny, a ich potomkowie powędrują dalej na zachód. To właśnie my nimi byliśmy. Przywieźliśmy kielichy tutaj, by teraz trafiły w twoje ręce, jeśli to odnalazłeś, znaczy że nadszedł czas przeznaczenia. Strzeż się i pamiętaj, że z wielką potęgą kroczy wielka odpowiedzialność.

Biergsan skończył czytać, był oszołomiony, że ludzie mogą wierzyć w takie bajki. Podszedł do kamiennych drzwi naprzeciw przejścia, którym przyszedł. Wywarzenie ich było sporym wyzwaniem, ale ostatecznie mu się to udało. Wszedł do oświetlonej komnaty, to było dziwne, bo nie było prądu, po chwili jednak zrozumiał, drzwi były połączone z zapadnią, której uruchomienie skrzesało iskry do koryt wypełnionych oliwą i rozmieszczonych w strategicznych miejscach. Na podłodze były trzy kręgi z dziwnymi symbolami. Jeden przedstawiał skrzydlaty zwój, drugi różę w płomieniu, a trzeci rogatego węża. Wilhelm kucnął przy ostatnim z symboli i nagle usłyszał, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Odwrócił się, a gdy spojrzał na Querens’a zrozumiał. Sekundę później usłyszał strzał i poczuł rozrywający ból w klatce piersiowej. Upadł. Jego krew powoli zaczęła wypełniać koryta wokół znaku rogatego węża, słyszał cicho przeskakujące zapadki. Były zleceniodawca się zaśmiał.
- Jesteś taki naiwny…- powiedział- Jedynym czego potrzebowałem była twoja krew, która pozwoli mi dobrać się do kielichu z krwią Erchona.
- Dla… dlaczego ja?- zapytał resztkami sił Khanar
- Nie musisz wiedzieć… przecież i tak już jesteś martwy…- powiedział Petestas i zaśmiał się triumfalnie bo w tym momencie za głową najemnika wysunął się piedestał z kielichem. Mężczyzna odrzucił pistolet i wręcz podbiegł do kielicha, wziął go w obie dłonie i ruszył do wyjścia.
- Żegnaj…- rzucił przez ramię
Khanar czuł jak uchodzi z niego życie, świat przed oczyma zaczął mu znikać w mroku. Nie mógł się jednak poddać, chciał się zemścić, zemścić na głupim oszuście, który wierzył, że wypicie krwi demona da mu wieczne życie i był w sanie za to zdradzić… W tym momencie go olśniło, wyczerpany podczołgał się do drugiego kręgu, tego, na którym był symbol róży. Znów słyszał jak zamki w nim ukryte zaczynają się uruchamiać. Po chwili nad jego głową wyłonił się piedestał z kielichem. Ranny mężczyzna podciągnął się i klęcząc, wsparty łokciami na piedestale wziął kielich. Zaczął z niego łapczywie pić. Krew była o dziwo ciepła i słodka, przyjemna w smaku, kojąca. Gdy jednak opróżnił kielich w ustach poczuł gorycz, a jego ciało przeszedł jeszcze potężniejszy ból. Zaśmiał się jeszcze ze swojej głupoty i zamknął oczy. Myślał, że nadszedł jego kres.


___
Ach ta dramatyczna końcówka ;P Dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję, że się podobało :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz