___
Arthas wzdrygnął się nieznacznie, gdy poczuł przeszywając
kości nienaturalny chłód. Rozejrzał się po okolicy, wydawało się, że jest sam.
Zza żywopłotu wystawała symbol umieszczony na jednej z kapliczek. Nagle trawa
za plecami Króla Lisza zaszeleściła. Wojownik odwrócił się gwałtownie z Ostrzem
Mrozu skierowanym w stronę, z której dobiegł go ów dźwięk. Spomiędzy traw
wyłoniła się odziana w czarną szatę postać dzierżąca w obu dłoniach sierpy.
Spod kaptura, który w pełni zakrywał twarz anioła na ułamek sekundy błysnęła
błękitna poświata przypominająca oczy. Arthas poprawił uścisk na rękojeści
swojego miecza, zmarszczył groźnie brwi.
- Czekałem na nasze spotkanie.... Liszu... - wyszeptał przybysz, jego głos był cichy, ale sprawił, że w człowieku dusza mogłaby zamarznąć
- Cieszę się, Maltaelu, że w końcu się doczekałeś... - odparł Król uśmiechając się wyzywająco- Co teraz zamierzasz zrobić, gdy już stoisz ze mną twarzą w twarz? – zapytał
- Ohhh... Arthasie, chcę ci tylko udowodnić, kto jest tutaj prawdziwym uosobieniem Śmierci... - odparł anioł i w tym momencie jeden z jego sierpów poszybował w stronę wojownika
Ostrze Mrozu odbiło broń przeciwnika, sam Król Liszy przybrał postawę bojową. Maltael machnął jakby od niechcenia swymi energetycznymi skrzydłami i odsunął się nieco, sierp wrócił do jego dłoni niczym bumerang. Rozpoczął się taniec, obaj przeciwnicy zaczęli się okrążać. Spod Hełmu Dominacji wydobywały się małe obłoczki pary za każdym razem, gdy Arthas wydychał powietrze.W pewnym momencie to właśnie były książę Lordaeronu wykonał wypad. Frostmourne zazgrzytał jednak o skrzyżowane sierpy anioła i został zablokowany. Przez kilka sekund twarze dwóch wrogów były tak blisko siebie, że Arthasowi wydawało się, że widzi zarys twarzy Maltaela. Po chwili obaj od siebie odskoczyli. Anioł Śmierci wykonał ruch dłonią, a na ziemie zstąpiło kilka dusz formując się w przywołane szkielety, które prawie natychmiast ruszyły na przeciwnika swego pana. Arthas nie pozostał dłużny, po chwili u jego boku stało kilka ghuli, które starły się z przywołańcami anioła. Król Lisz ruszył na ich czele, dwoma cięciami zniszczył stojącego na jego drodze szkieleta i znów zaatakował były Aspekt Mądrości. Ostrze Mrozu i sierpy Śmierci znów się ze sobą starły, ale tym razem Maltael zareagował za wolno, na jego naramienniku pojawiła się głęboka rysa po cięciu młodego księcia. Wojownik skupił się przelewając energie do swego miecza, kosy przeciwnika zaczęły pokrywać się stopniowo najpierw szronem, a później lodem. Anioł nie mógł na to pozwolić, przyzwał duszę, która w formie na wpół zmaterializowanej czaszki uderzyła z pełnym impetem w tors Króla Lisza. Siłą uderzenia była na tyle duża, że Ojcobójca został odrzucony na dobrych kilka metrów. Wylądował z jednym kolanem opartym na ziemi. Lewą dłonią trzymał się za pierś, w prawej wciąż jednak dzierżył miecz. Spojrzał na swego wroga. Śmierć sunęła ku niemu majestatycznie, niemal bezszelestnie. Gdy znalazła się w odległości trzech metrów powietrze wypełnił smoczy ryk. Arthas uśmiechnął się.
- Sindragosa jak zwykle pojawia się we właściwym momencie... - wyszeptał gdy anioła spowił lodowy oddech smoka
To nie wystarczyło by zabić, ani nawet na długo uwięzić przeciwnika, ale pozwoliło Arthasowi podnieść się i wyssać siły życiowe z najbliższego ghula. Tym razem to Maltael zaatakował, widać w końcu władcy Northrend udało się wyzwolić gniew w jego przeciwniku. Po kilku pełnych furii ciosach oba sierpy zatrzymały się na ułożonym poprzecznie Ostrzu Mrozu. Arthas podbił je do góry odsłaniając tors przeciwnika. W ułamku sekundy, ciężki, okuty stalą but uderzył w klatkę piersiową anioła. Trafiony niebianin upadł na ziemię. Arthas ruszył biegiem by przebić przeciwnika. Gdy jego ostrze miało już wbić sie w ciało pokonanego ten zniknął. Frostmourne zagłębił się na kilka centymetrów w ziemię. Król Lisz rozejrzał się w poszukiwaniu swojego przeciwnika. Anioł pojawił się za plecami swego wroga i wbił sierpy w okolice naramienników. Arthas skrzywił się z bólu, czuł jak ciepła krew zaczęła wypływać z ran. Puścił ostrze swojego miecza, które wciąż było wbite w ziemię i złapał archanioła za przedramiona. Z łatwością przerzucił go nad sobą i uderzył jego plecami o ziemię. Król Licz wyrwał oba sierpy ze swojej klatki i z ich pomocą przybił anioła do podłoża. Zwycięzca zacisnął dłonie na rękojeści Ostrza Mrozu i uniósł je nad głowę. Opadając zagrało ostatnia melodię dla tego, który nosił miano Anioła Śmierci. Po chwili Arthas napawał się widokiem rozpadającego się ciała przeciwnika. Czuł jak jego ostrze więzi kolejną, tym razem, naprawdę potężną duszę.
- Jednak to ja jestem wysłannikiem Śmierci, szalony aniele... - rzucił jeszcze i odwrócił się na pięcie, jego peleryna zawiała na wietrze.
- Czekałem na nasze spotkanie.... Liszu... - wyszeptał przybysz, jego głos był cichy, ale sprawił, że w człowieku dusza mogłaby zamarznąć
- Cieszę się, Maltaelu, że w końcu się doczekałeś... - odparł Król uśmiechając się wyzywająco- Co teraz zamierzasz zrobić, gdy już stoisz ze mną twarzą w twarz? – zapytał
- Ohhh... Arthasie, chcę ci tylko udowodnić, kto jest tutaj prawdziwym uosobieniem Śmierci... - odparł anioł i w tym momencie jeden z jego sierpów poszybował w stronę wojownika
Ostrze Mrozu odbiło broń przeciwnika, sam Król Liszy przybrał postawę bojową. Maltael machnął jakby od niechcenia swymi energetycznymi skrzydłami i odsunął się nieco, sierp wrócił do jego dłoni niczym bumerang. Rozpoczął się taniec, obaj przeciwnicy zaczęli się okrążać. Spod Hełmu Dominacji wydobywały się małe obłoczki pary za każdym razem, gdy Arthas wydychał powietrze.W pewnym momencie to właśnie były książę Lordaeronu wykonał wypad. Frostmourne zazgrzytał jednak o skrzyżowane sierpy anioła i został zablokowany. Przez kilka sekund twarze dwóch wrogów były tak blisko siebie, że Arthasowi wydawało się, że widzi zarys twarzy Maltaela. Po chwili obaj od siebie odskoczyli. Anioł Śmierci wykonał ruch dłonią, a na ziemie zstąpiło kilka dusz formując się w przywołane szkielety, które prawie natychmiast ruszyły na przeciwnika swego pana. Arthas nie pozostał dłużny, po chwili u jego boku stało kilka ghuli, które starły się z przywołańcami anioła. Król Lisz ruszył na ich czele, dwoma cięciami zniszczył stojącego na jego drodze szkieleta i znów zaatakował były Aspekt Mądrości. Ostrze Mrozu i sierpy Śmierci znów się ze sobą starły, ale tym razem Maltael zareagował za wolno, na jego naramienniku pojawiła się głęboka rysa po cięciu młodego księcia. Wojownik skupił się przelewając energie do swego miecza, kosy przeciwnika zaczęły pokrywać się stopniowo najpierw szronem, a później lodem. Anioł nie mógł na to pozwolić, przyzwał duszę, która w formie na wpół zmaterializowanej czaszki uderzyła z pełnym impetem w tors Króla Lisza. Siłą uderzenia była na tyle duża, że Ojcobójca został odrzucony na dobrych kilka metrów. Wylądował z jednym kolanem opartym na ziemi. Lewą dłonią trzymał się za pierś, w prawej wciąż jednak dzierżył miecz. Spojrzał na swego wroga. Śmierć sunęła ku niemu majestatycznie, niemal bezszelestnie. Gdy znalazła się w odległości trzech metrów powietrze wypełnił smoczy ryk. Arthas uśmiechnął się.
- Sindragosa jak zwykle pojawia się we właściwym momencie... - wyszeptał gdy anioła spowił lodowy oddech smoka
To nie wystarczyło by zabić, ani nawet na długo uwięzić przeciwnika, ale pozwoliło Arthasowi podnieść się i wyssać siły życiowe z najbliższego ghula. Tym razem to Maltael zaatakował, widać w końcu władcy Northrend udało się wyzwolić gniew w jego przeciwniku. Po kilku pełnych furii ciosach oba sierpy zatrzymały się na ułożonym poprzecznie Ostrzu Mrozu. Arthas podbił je do góry odsłaniając tors przeciwnika. W ułamku sekundy, ciężki, okuty stalą but uderzył w klatkę piersiową anioła. Trafiony niebianin upadł na ziemię. Arthas ruszył biegiem by przebić przeciwnika. Gdy jego ostrze miało już wbić sie w ciało pokonanego ten zniknął. Frostmourne zagłębił się na kilka centymetrów w ziemię. Król Lisz rozejrzał się w poszukiwaniu swojego przeciwnika. Anioł pojawił się za plecami swego wroga i wbił sierpy w okolice naramienników. Arthas skrzywił się z bólu, czuł jak ciepła krew zaczęła wypływać z ran. Puścił ostrze swojego miecza, które wciąż było wbite w ziemię i złapał archanioła za przedramiona. Z łatwością przerzucił go nad sobą i uderzył jego plecami o ziemię. Król Licz wyrwał oba sierpy ze swojej klatki i z ich pomocą przybił anioła do podłoża. Zwycięzca zacisnął dłonie na rękojeści Ostrza Mrozu i uniósł je nad głowę. Opadając zagrało ostatnia melodię dla tego, który nosił miano Anioła Śmierci. Po chwili Arthas napawał się widokiem rozpadającego się ciała przeciwnika. Czuł jak jego ostrze więzi kolejną, tym razem, naprawdę potężną duszę.
- Jednak to ja jestem wysłannikiem Śmierci, szalony aniele... - rzucił jeszcze i odwrócił się na pięcie, jego peleryna zawiała na wietrze.